biedroneczki
pszczolki
motylki
zabki
krasnale
jezyki

Przedszkole Samorządowe Nr 4 (Myślenice - Centrum)

Przedszkole Samorządowe Nr 4
(Myślenice - Centrum)
ul. Berka Joselewicza 1
32- 400 Myślenice

tel/fax: 12 272 02 55

Marzec

JAKIE SĄ PSYCHICZNE POTRZEBY DZIECKA.
Od bezpieczeństwa do samodzielności....

Wbrew temu co powszechnie się sądzi potrzeby dziecka nie kończą się na jedzeniu, ubraniu, zapewnieniu bezpieczeństwa i kilku innych aspektach życia, które są widoczne dla każdego człowieka. Dziecko, zresztą tak jak każdy ma swoje potrzeby psychiczne. Dorosły potrzeby te realizuje według własnego widzimisię, natomiast bardzo często u dziecka potrzeby te są ograniczane i hamowane przez rodziców. Pragniemy zwrócić państwa uwagę, na psychiczne potrzeby dziecka.

BEZPIECZEŃSTWO.Dziecko ma nieodpartą potrzebę bezpieczeństwa, którą powinni zapewniać najbliżsi. Oczekuje wsparcia i pomocy w trudnych chwilach. Musi wiedzieć, że w najbardziej wydawałoby się skomplikowanych sprawach może się do kogoś zwrócić, kto nie powie „radź sobie sam”.

ZWIĄZEK UCZUCIOWYpotrzebny jest dziecku jak chleb i woda. Dziecko musi czuć się kochane i czuć bezpośredni kontakt osoby je kochającej. Pieszczoty, figle, czułości powodują, że rozwój psychofizyczny dziecka będzie odbywał się prawidłowo,  a w przyszłości nie będzie należało do grupy tzw. samotników i nie będzie oziębłe uczuciowo. Psychologowie stwierdzili również, że dzieci mające bliski kontakt  z  kochającymi je osobami są mniej podatne na choroby zakaźne.

UZNANIE.Dziecko musi odczuwać akceptację swoich poczynań. Każdy, nawet nieporadny rysunek, nieporadnie zaśpiewana piosenka, czy nienajlepszy stopień w szkole powinien zostać przyjęty ze zrozumieniem. Nie można jednak za wszystko dziecka nagradzać i bez zmrużenia okiem chwalić. Wystarczy, że nie będziemy ciągle negować jego postępowania, nie będziemy wyśmiewać i robić niestosownych uwag. W przeciwnym razie dziecko w przyszłości nie będzie wierzyć w siebie, a podświadomie będzie czuło się gorsze od innych ludzi.

KONTAKTY SPOŁECZNEnależą do podstawowych potrzeb dziecka. Nie wolno izolować dzieci od swoich rówieśników. Jak najczęściej należy pozwalać dziecku na zabawę   z innymi dziećmi, nawet wtedy, jeśli wydaje nam się, że nasze dziecko jest takie dobre,  a   tamto to straszny łobuziak. Dzieci pozbawione kontaktów z rówieśnikami, popadają   w skrajne zachowania - raz są zbyt poważne jak na swój wiek, by innym razem kaprysić jak malutkie dziecko wymuszając tym „posłuszeństwo” dorosłych.

PRZYNALEŻNOŚĆ.Każdy człowiek pragnie identyfikować się z jakąś grupą. Jeśli jest przez nią odrzucany, staje się agresywny lub osowiały. Zadaniem rodziców jest dyskretne kontrolowanie do jakiej grupy ich dziecko należy, aby grupa ta nie przyniosła więcej szkody niż pożytku (narkotyki, alkohol, kradzież, sekty itp.). Przynależność do danej grupy jest często bardzo przypadkowa, ale dziecko z natury rzeczy tak przystosowuje się do niej, aby nie zostać odrzuconym.

SAMODZIELNOŚĆ  dziecka to kolejna potrzeba, która wzrasta tym silniej im samodzielność jest ograniczana. Nagromadzenie zakazów i nakazów powoduje u dziecka wewnętrzny bunt. Stara się udowodnić otoczeniu swoją niezależność lub poddaje się woli innych tracąc całkowicie wolę własnego stanowienia.

POZNAWANIE.Potrzeba poznawcza zauważana jest już u niemowlaka. Z czasem chęć poznawania nowych rzeczy, doznawania nowych uczuć i przeżyć staje się coraz silniejsza. U chłopców potrzeba ta jest zazwyczaj większa niż u dziewcząt. Zadaniem rodziców jest zaspokajanie tych potrzeb poprzez podsuwanie dziecku odpowiednich podniet i dyskretne kontrolowanie pasji poznawczej w innych dziedzinach (niebezpieczne zabawy itp.).

 

 NIEJADEK CZYLI CO ZROBIĆ GDY DZIECKO NIE CHCE JEŚĆ.

Błędy w karmieniu dziecka mogą spowodować,

że dochowamy się „niejadka” z nadwagą!

Niejadek - co z takim zrobić...

Dziecko, które nie ma apetytu nie zawsze jest chore. Prawdą jest, że brak łaknienia  może być objawem obecności pasożytów w organizmie dziecka, niedokrwistości, czy nietolerancji na niektóre składniki pokarmu, ale zazwyczaj wiąże się to z utratą wagi. Jeśli więc dziecko, według rodziców, nie ma apetytu, a nic poza tym nie wskazuje na to by było chore, nie wpadajmy w panikę.

Brak apetytu u dzieci.

Najczęstszą przyczyną tak zwanego braku apetytu jest nadmierna troska rodziców, babci i dziadka o to czy dziecko nie jest przypadkiem głodne. Nie ma się co dziwić, że dziecko nie chce jeść obiadu jeśli między śniadaniem, a obiadem zjadło kanapkę, kilka ciastek i cukierków, potem znowu kanapkę i wszystko to popiło „colą”. Bardzo często rodzice mają błędne pojęcie o tym ile dziecko powinno zjeść. Tymczasem dziecko to też człowiek i samo wie ile mu potrzeba jedzenia. Trudno sobie wyobrazić by głodny pięciolatek  czy dziesięciolatek nie upominał się o jedzenie wtedy, gdy jest głodny.

Co zrobić, żeby dziecko jadło chętniej?

Przede wszystkim nie dokarmiajmy między posiłkami. Nie wolno też małych dzieci dokarmiać w czasie snu, bo gdy się obudzi nie będzie głodne. W pierwszym i drugim przypadku dochowamy się niejadka... z nadwagą. Posiłki powinny być urozmaicone, a jedzenie nie może być walką z dzieckiem o to by zjadło jak najwięcej. Jeśli to możliwe dzieci powinny jeść w towarzystwie rówieśników.

 

POCZYTAJ MI MAMO, POCZYTAJ MI TATO.

 

Szpital

Wojciech Widłak

 

 

            Sale pełne łóżek, ludzie w białych ubraniach, wiele różnych urządzeń...  A wszystko po to, by pomóc.

Każdemu zdarza się zachorować. Jeśli to tylko zwykłe przeziębienie, wystarczy poleżeć kilka dni w łóżku, pić herbatę z cytryną i zażywać witaminy, żeby choroba sobie poszła. Ale jeśli sprawa jest poważniejsza, bo na przykład termometr pokazuje wysoką gorączkę, a na całym ciele pojawiły się czerwone kropki, trzeba kogoś prosić o pomoc.

Kogo? Oczywiście pana doktora – tak jak to jest w bardzo starym wierszyku o chorym kotku. Pan doktor przyjdzie, obejrzy chorego i zbada. Przyłoży mu do pleców i do piersi specjalne słuchawki, żeby wyraźnie usłyszeć, jak bije serce i jak chory oddycha. Po tych słuchawkach najłatwiej rozpoznać pana doktora – tylko lekarze je mają. A po badaniu? To zależy. Może wypisze receptę, z którą ktoś pójdzie do apteki, żeby kupić lekarstwo. A może uzna, że sprawa jest poważniejsza i trzeba jechać do szpitala...

 

Głośno i szybko

Na pewno widziałeś kiedyś karetkę pogotowia ratunkowego. Czasami jedzie sobie cicho i spokojnie, jakby była zupełnie zwykłym samochodem. Ale czasami słychać ją i widać z daleka. Wyjąca syrena i błyskające niebieskie światło zwracają uwagę, że karetka bardzo się spieszy. To znak, że jedzie do kogoś poważnie chorego albo że już go wiezie do szpitala. Liczy się każda chwila i wszystkie samochody powinny ustępować jej z drogi. A ona nigdzie nie musi przystawać – nawet na czerwonym świetle!

Karetka podjeżdża pod same drzwi szpitala, bo jest tam dla niej specjalny podjazd. Dzięki temu chory szybciej i wygodniej trafia do lekarza. Jeśli czuje się w miarę dobrze, to po prostu idzie. A jeśli nie bardzo – sanitariusze niosą go na noszach albo wiozą na szpitalnym łóżku na kółkach.

Takie łóżko to bardzo dobry wynalazek. W razie potrzeby chorego można wozić na nim na różne badania po całym szpitalu, a chory się nie męczy, bo cały czas leży sobie wygodnie. Tylko, żeby to było możliwe, w szpitalu muszą być szersze drzwi i większe windy niż w zwykłych domach. Inaczej jeżdżące łóżka na nic by się nie przydały!

 

Kto tu pracuje?

Oczywiście lekarze. Niektórzy leczą tylko dzieci, inni – tylko panie, a je jeszcze inni – pomagają paniom urodzić dziecko. Są tacy, którzy potrafią zrobić operację, tacy, którzy znają się świetnie na wszystkich chorobach gardła i nosa, i tacy, którzy dorobią okulary, jeśli ktoś źle widzi. Żeby zostać lekarzem, trzeba się bardzo długo uczyć.

Pewnie wiesz, że w szpitalu pracują także pielęgniarki. Opiekują się chorymi, pilnują, żeby brali lekarstwa przepisane przez pana doktora, zmieniają opatrunki, pocieszają, a gdy trzeba, robią zastrzyk, i to tak, że prawie nie boli!

Lekarzy i pielęgniarki wszyscy znają. Ale nie jestem pewien, czy słyszałeś, że w szpitalu pracują też panie salowe. Ścielą chorym łóżka i sprzątają sale, żeby było miło i czysto.

Lekarze, pielęgniarki i salowe mają trudną pracę. W dodatku każdy z nich co jakiś czas musi zostać w szpitalu na noc. Nigdy przecież nie wiadomo, kiedy ktoś może potrzebować pomocy.

 

Małe miasteczko

To jeszcze nie wszystkie osoby, które pracują w szpitalu. Są też panie rejestratorki, które zapisują, kto trafił do szpitala i do jakiego lekarza. Są panie laborantki, których pokoje przypominają pracownię czarnoksiężnika – pełno tam małych i bardzo małych szklanych naczynek. Ale w laboratoriach (ca za trudne słowo – spróbuj je powtórzyć) się nie czaruje, tylko przeprowadza różne badania. Na przykład, żeby się dowiedzieć, jakie bakterie – czyli malutkie, bardzo złośliwe stworki – wywołały czyjąś chorobę. Dzięki temu lekarze mogą dobrać lekarstwo, które najlepiej poradzi sobie w walce z tymi właśnie bakteriami.

To też jeszcze nie wszyscy. Chorzy nie jedzą przecież tylko samych lekarstw, więc potrzebni są kucharze, którzy ugotują jedzenie, ktoś, kto je wszystkim rozniesie, a potem pozbiera talerze i pozmywa. Chorzy muszą mieć czystą pościel, więc potrzebny jest ktoś, kto ją wypierze i wyprasuje. W łazienkach musi być ciepła woda, a w kontaktach prąd. Więc musi być ktoś, kto się na tym zna i w razie czego potrafi naprawić. Jest pani w szatni, która przechowuje płaszcze tych, co przychodzą do chorych w odwiedziny. I pan w kiosku, gdzie można kupić gazetę, chusteczki i mydło. I na pewno jeszcze o kimś zapomniałem, ale i tak chyba już widać, że szpital to właściwie całe miasteczko!

 

Jak dzielnice

Miasta mają dzielnice, a szpital – oddziały. Na każdym oddziale są inni chorzy. Jacy? Czasem można poznać po nazwie oddziału, ale czasem nie bardzo. Na przykład na okulistyce leżą ci, którzy mają jakieś kłopoty z oczyma (łatwo się domyślić, bo to nazwa podobna do słowa „okulary”). Na oddział zakaźny trafiają chorzy, od których można by się czymś zarazić.

A gdzie będzie leżał ktoś, kto złamał sobie nogę, rękę albo jeszcze coś innego? Na chirurgii. Na inny oddział trafią wszyscy ci, których czeka jakaś operacja.

Swój własny oddział – pediatrię – mają dzieci. To dlatego, że na niektóre choroby choruje się tylko w dzieciństwie. Na a poza tym – zawsze trochę raźniej być z innymi dziećmi, można porozmawiać, albo nawet się razem pobawić...

 

Nie tylko chorzy...

Tak, tak! W szpitalu są nie tylko chorzy. I nie myślę teraz o tych, którzy tam pracują. Ciekawe, czy zgadniesz? Może mama opowiadała ci kiedyś, jak się spieszyła do szpitala? Wcale wtedy nie byłą chora. Nie mogła się doczekać, kiedy cię zobaczy. Byłeś wtedy bardzo, bardzo blisko mamy. Mówiąc ściślej – w jej brzuchu. No właśnie! Mama pędziła do szpitala, żeby cię urodzić. A gdy już cię urodziła, jeszcze przez jakiś czas tam została, oczywiście z tobą.

Wiesz, co to znaczy? Nawet jeśli miałeś szczęście i nigdy dotąd bardzo nie chorowałeś, ty też byłeś kiedyś w szpitalu. To tam pierwszy raz mama cię przytuliła, tam pierwszy raz jadłeś i tam pierwszy raz ktoś cię wykąpał.

Ten szpital to naprawdę bardzo ważne miejsce, prawda?

Linki