biedroneczki
pszczolki
motylki
zabki
krasnale
jezyki

Przedszkole Samorządowe Nr 4 (Myślenice - Centrum)

Przedszkole Samorządowe Nr 4
(Myślenice - Centrum)
ul. Berka Joselewicza 1
32- 400 Myślenice

tel/fax: 12 272 02 55

Dokarmiać czy nie dokarmiać - oto jest pytanie

Zwierzęta żyjące na szerokościach geograficznych, w których panuje mroźna zima, są na różne sposoby przystosowane do radzenia sobie z nią. Umieją zdobywać pokarm, zwolnić swój metabolizm lub po prostu przenieść się w cieplejsze miejsce. Tak wygląda całkowicie naturalna sytuacja. Jednak od setek lat, za sprawą ludzi, środowisko w którym żyją zwierzęta, zmienia się. Właśnie te zmiany mogą powodować, że zwierzęta gorzej sobie radzą. Kurczą się tereny ich żerowisk, znikają rośliny które dotychczas stanowiły ich zimowy pokarm...

Mimo to, dokarmianie zwierząt może niestety przynieść więcej szkody niż pożytku - ostrzegają przyrodnicy. Dotyczy to wszystkich jego form. Zwierzęta przyzwyczajone do podawania pożywienia w jednym miejscu, przestają szukać go gdzie indziej, „rozleniwiają się" i uzależniają od człowieka. W sytuacji w której ten z jakiś względów nie może dostarczyć im żywności, znacznie trudniej jest im „przestawić się" na naturalne jej zdobywanie, co w rezultacie prowadzić może nawet do śmierci zwierzęcia. Dodatkowo, regularne dokarmianie niejako wyłącza albo tłumi naturalne dostosowanie organizmu do trybu zimowego. Klasycznym przykładem są tu łabędzie - ptaki które powinny odlatywać na zimę , w wyniku obfitości pożywienia zostają i często przypłacają to życiem, przymarzając do skutych lodem zbiorników wodnych.

Nie jest też dla zwierząt korzystne gromadzenie się w dużych, sztucznie tworzonych grupach w jednym miejscu. Karmniki czy paśniki mogą stanowić wylęgarnie różnego rodzaju chorób, które w ten sposób znacznie łatwiej rozprzestrzeniają się wśród tej części populacji. Wreszcie niebezpieczeństwo stanowią drapieżniki, które także widzą punkty dokarmiania jako swoją „stołówkę".

Nie można też nie wspomnieć o tym, że dokarmianie często w sposób drastyczny zmienia dietę zwierząt na niedostosowaną do ich organizmów. Jelenie i sarny karmione zimą sianem cierpią z powodu odwodnienia, ptaki dostające przysłowiowe „okruszki" białego czy razowego pieczywa również chorują, podobnie gdy jedzenie jest zepsute czy mocno „doprawione" chemią w postaci konserwantów a nawet zwykłej soli.

Czy zatem dokarmianie zwierząt to tylko ludzki kaprys, nie przynoszący sarnom, wróblom lub sikorom żadnej korzyści? Rzeczywiście, spora część zwierząt przeżywała i przeżywa zimę bez ludzkiej pomocy. Nie oznacza to jednak, że dokarmianie jest zupełnie zbędne. Mądrze i konsekwentnie przeprowadzone stanowi rzeczywiste wsparcie dla zwierząt, przy okazji stając się dla ludzi ważną lekcją współżycia z dziką przyrodą i ogromną przyjemnością obcowania z nią.

 „STYMULOWANIE   ROZWOJU   MOWY  DZIECKA”

            Mowa jest podstawowym środkiem porozumiewania się ludzi między sobą. Ma ona wpływ na procesy myślenia i działania. Dzięki niej wyrażamy swoje myśli, opinie, dążenia, prośby. Dzięki niej zaspokajamy swoje potrzeby np. potrzebę kontaktu z drugim człowiekiem, potrzebę uznania, samorealizacji. Mowa ma również znaczący wpływ na rozwój społeczny i emocjonalny człowieka, bo dzięki niej człowiek może nie tylko porozumiewać się z innymi, ale wyrażać swoje uczucia: radość, smutek, gniew, przygnębienie, entuzjazm.

Współczesny język cechują ubóstwo, bylejakość, niedbała mowa. Styl życia, pośpiech, rozwój techniki spowodowały modę na porozumiewanie się szybkie i skrótowe. Wypowiedzi dzieci i młodzieży charakteryzuje ubogie słownictwo oraz niedbałość w zakresie składni i wymowy. Niewątpliwie mają na to wpływ środki masowego przekazu, które niestety nie dostarczają nam prawidłowych, pozytywnych wzorców porozumiewania się słowem. Na uwagę zasługuje zatem rozwijanie i kształtowanie mowy i języka w czasie uczęszczania dziecka do przedszkola. Jest to okres najintensywniejszego rozwoju dziecka w każdej sferze, również językowej.

W trosce o rozwój językowy naszych dzieci proponuję przykłady zabaw, które ułatwią im porozumiewanie się, i wskazówki, które wzmocnią ten proces.

Ćwiczenia rozwijające słownictwo

Zbyt ubogi zasób słów ogranicza zarówno  rozumienie tego, co mówimy do dziecka, jak i formułowanie przez niego pełnej wypowiedzi. Ćwiczenia rozwijające słownictwo są ściśle połączone  z zajęciami dotyczącymi rozumienia poleceń słownych. Ćwiczenia te mogą i powinny być prowadzone przy każdej okazji, wtedy gdy dziecko obserwuje to, o czym mówimy np. podczas ubierania się uczymy  nazw ubrań i ich części ( rękaw, kołnierz, kieszeń itp. ), podczas jedzenia uczymy nazw produktów żywnościowych, ich cech ( słodki, kwaśny), nazw wykonywanych czynności (liżę, gryzę, połykam itd.). Spacer, jazda autobusem to także doskonały moment do ćwiczeń rozwijających słownictwo. Ważne są tu następujące zasady:

  • starajmy się nazywać to, co dziecko widzi i czym się interesuje,
  • koncentrujmy uwagę dziecka na ustach osoby mówiącej,
  • każde  nowe słowo powtórzmy kilka  (kilkanaście  lub niekiedy kilkadziesiąt) razy,
  • organizujmy nasze działania  w taki sposób, abyśmy mogli powrócić do ,,nowego'' wyrazu przy najbliższej okazji i ponownie kilka razy go wypowiedzieć a następnie sprawdzić, czy dziecko potrafi samodzielnie wskazać wymieniony desygnat i wymówić wyraz. Wprowadzane słowa to nie tylko nazwy przedmiotów, zwierząt, ubrań, produktów żywnościowych, ale także czynności, cech i właściwości przedmiotów (ich wielkości, kształtu, koloru) oraz stanów emocjonalnych ( np. lęk, radość, zdziwienie, złość...)

Ćwiczenia słuchowe

Polegają na rozpoznawaniu dźwięków pochodzących z otoczenia

  • Zabawa słuchowa ,,Kto cię woła? – poznawanie wyłącznie przy pomocy analizatora słuchowego głosu kolegi
  • ,,Co słychać dookoła?’’- wsłuchiwanie się  i nazywanie dźwięków  dochodzących z otoczenia np. tykanie zegara, szum wiatru, odgłosy pojazdów, bzykanie muchy, śpiew dzieci itp.
  • Rozpoznawanie  dźwięków (wyłącznie za pomocą słuchu) – potrząsanie pękiem kluczy, uderzanie klockiem o klocek, darcie papieru,  gra na cymbałkach, trąbce, uderzanie łyżeczką o szklankę, stukot wysypywanej fasoli; najpierw dzieci oglądają te przedmiot, przysłuchują się, jakie dźwięki one wydają  i dopiero później zgadują
  • Naśladowanie odgłosów zwierząt (małych i dużych – cicho i głośno)
  • Powiedz, jakie odgłosy wydaje przedmiot lub zwierzę  oglądane na obrazku’’ – np. wąż, mucha, ptaszek, zegar, telefon, samochód itp.
  • Zabawy słuchowo – dźwiękonaśladowcze – powtarzanie przez dzieci tekstu wierszyka np.

Jedzie pociąg; ciuch, ciuch, ciuch

Trąbka trąbi: tru, tu, tu

A bębenek: bum, bum, bum

Na to żabki: kum, kum kum

Woda kapie: kap, kap, kap

Konik człapie: człap, człap, człap

Baran beczy: be, be, be

A owieczka: me, me, me

Zegar cyka: cyk, cyk, cyk

A dzwoneczki: dzyn, dzyn, dzyn.

  • Łączenie w pary takich samych pod względem dźwiękowym puszek słuchowych (możemy tutaj użyć nasion grochu, kaszy, ryżu, kasztanów, szyszek)
  • Dzieci oznaczone emblematami zwierząt (owca, krowa, kaczka, pies, kot), poruszają się w rytmie muzyki. Muzyka cichnie – dzieci zatrzymują się. Nauczycielka mówi nazwę wybranego zwierzęcia a dzieci posiadające taki emblemat naśladują sposób jego poruszania się i dźwięk jaki wydają. Zabawę powtarza się kilka razy tak, aby każde dziecko miało możliwość powtórzenia poszczególnych dźwięków
  • Naśladowanie za dorosłym odgłosów pojazdów np.
    • - pociąg – puf, puf, puf
    • - samochód – wrr, wrr, wrr
    • - samolot – szz, szz, szz.
    • - naśladują wóz policyjny –eoeoeo
    • - naśladują karetkę pogotowia – iuiuiuiu
  • - udają wóz strażacki – ueueue.
  • Zabawa ,, Z której strony słychać dźwięk’’ - dziecko ma zasłonięte oczy – i wskazuje źródło dźwięku
  • Dzieci gromadzą różne przedmioty i sprawdzają, jakie wydają dźwięki, gdy się w nie stuka, drapie, toczy, gdy się je podrzuca, bądź uderza o podłogę
  • Zabawa: ,, Czym jestem?’’ -  dzieci w ukryciu  naśladują głosy pojazdów, zwierząt, zjawisk itp. Pozostałe dzieci odgadują, co dziecko naśladuje (pociąg, robota, odkurzacz, osę....)
  • Które z przedmiotów wydają taki dźwięk? Na podłodze zgromadzone są przedmioty, które: tykają, syczą, gwiżdżą, dzwonią. Itp. Za parawanem demonstrujemy dźwięk wydawany przez jeden z przedmiotów, np. syczący balon, z którego spuszczamy powietrze. Po odgadnięciu dzieci tworzą zbiór przedmiotów, które syczą
  • Jaki to instrument? Dzieci rozpoznają barwę dźwięków prostych instrumentów muzycznych np. trąbki, bębenka,  trójkąta itp.

Wskazówki  stymulujące  rozwój  mowy

  1. Jak najwięcej mówić do malca od pierwszych dni jego życia, w każdej sytuacji (na spacerze, podczas zabawy, zabiegów pielęgnacyjnych); mówić ciepłym, serdecznym tonem i jak najwięcej uśmiechać się. Nie należy martwić się, że dziecko nie rozumie ani słowa, ale wiele się od nas uczy, zapoznaje się z akcentem, rytmem języka.
  2. Nasze wypowiedzi powinny być poprawne pod względem językowym, unikajmy zdrobnień i spieszczeń. Nie powtarzajmy  ,,wytworów’’ językowych dzieci, bo to nie rodzice  mają się uczyć mowy od dziecka, lecz dziecko od rodziców. Mówmy wolno, krótkimi zdaniami. Zainteresujmy dziecko swoją mową odpowiednio modulując głos zadając np. pytanie: co to? Gdzie jest? Nie ma? O! Jest!
  3. Bądźmy czujni  i pytajmy lekarza specjalisty (pediatry, foniatry, ortodonty, laryngologa, audiologa), jeśli coś nas niepokoi w stanie zdrowia fizycznego, jak i psychicznego dziecka. Dbajmy o jego górne drogi oddechowe i uszy, zwracajmy uwagę jak oddycha. Jak najwcześniej uczmy dbałości o higienę jamy ustnej, aby w przyszłości uniknąć próchnicy zębów.
  4. Wymawiajmy słowa przesadnie dzieląc na sylaby: „ma-ma’, „pie-sek”. Nie połykajmy końcówek, nie spieszmy się. Zachęcajmy by dziecko patrzyło na nas, kiedy mówimy. Dzięki temu będzie widziało jak układają się usta, język wymawiając poszczególne głoski.
  5. Dostarczajmy dziecku bodźców dźwiękowych: śpiewajmy, nućmy piosenki, recytujmy wierszyki, czytajmy bajki, słuchajmy z dzieckiem spokojnej muzyki. Są to najlepsze ćwiczenia w słuchaniu i skupianiu uwagi i uczeniu się mowy, stosujmy wierszyki – rymowanki np. ,,sroczka kaszkę warzyła...’’ ,,idzie raczek nieboraczek...’’dzieci bardzo je lubią, łatwiej wtedy zapamiętują słowa, którym towarzyszy klaskanie czy wędrowanie palcami po różnych częściach ciała; zwracajmy dziecku uwagę na odgłosy różnych przedmiotów i zwierząt i zachęcajmy do ich naśladowania np. jak robi piesek, jak syczy wąż?
  6. Nadzorujmy  oglądanie telewizji przez dzieci. Oglądajmy z nimi  telewizję i komentujmy wydarzenia pojawiające się na ekranie telewizora, wybierajmy programy właściwe dla  wieku dziecka.
  7. Jeśli dziecko źle wymawia jakąś głoskę to nie zachęcajmy go do powtarzania wyrazów zawierających tę głoskę po parę razy, ponieważ to tylko utrwala złą wymowę. Dziecko nie przygotowane pod względem artykulacyjnym niedostatecznie różnicuje słuchowo dźwięki mowy, a zmuszane do artykulacji zbyt trudnych dla niego głosek, często zaczyna je zniekształcać, wymawiając nieprawidłowo.  Szczególnie dotyczy to głoski ,,r’’ Nie należy też karcić, ani zawstydzać dziecka złą wymową, gdyż to hamuje chęć do mówienia.
  8. Wszystkie spółgłoski wymawiamy krótko bez „y”, np.; głoskę „t” wymawiamy krótko „t”, a nie „t-y” (bo to są 2 głoski). Jeśli dostarczymy   dziecku złych wzorców, to nie dziwmy się, że przegłoskuje ono wyraz „tata” jako „ty-a-ty-a”.
  9. Jeżeli u naszego dziecka zauważymy opóźniony rozwój mowy, warto wybrać się do logopedy lub zapisać go do przedszkola. Kontakt z innymi dziećmi, wpływ grupy rówieśniczej mobilizuje do mówienia, stwarza wiele konkretnych sytuacji aktywizujących mowę dziecka.
  10. Zachęcajmy  dziecko do oglądania różnych książeczek dydaktycznych o różnej tematyce: warzywa, owoce, zwierzęta, kolory. Nazywajmy przedmioty w nich zawarte  i opisujmy sytuacje operując prostymi zdaniami. Uczmy dzieci rozumienia mowy prosząc je o wskazanie wybranych przez siebie obrazków.
  11. Wokół nas tyle się dzieje, stwarzajmy dziecku okazję do wypowiedzenia tego, co przeżyło. Niech opowie nam bajkę, którą  obejrzało, podzieli się wrażeniami z przedszkola, wymyśli zakończenie do czytanego przez nas opowiadania.

                                    Rodzicu,  dbaj o  rozwój mowy swojego dziecka!

BIBLIOGRAFIA:  

  • Ditfeld B., Spróbujmy mówić razem, Kraków 2004,
  • Datkun – Czerniak K., Logopedia. Jak usprawniać mowę dziecka?,
  • Rocławski B. (red), Opieka logopedyczna od poczęcia.

 

POCZYTAJ MI MAMO… POCZYTAJ MI TATO…

                                                     

                                                 Gdzie jest mój nos?!

    Zima rozgościła się na dobre. Cały las przysypała biała, śniegowa kołderka, a mróz z każdym dniem stawał się coraz silniejszy i coraz bardziej dawał się wszystkim we znaki.

    Myszka Klementynka, która nie była już najmłodsza i musiała nosić grube okulary, siedziała sobie wygodnie w wiklinowym, bujanym fotelu tuż obok buchającego cieplutkimi ognikami kominka. Łapki miała przykryte wełnianym, przytulnym kocem. Klementynka czuła, że jest naprawdę szczęśliwą myszką – jej spiżarnia zapełniona była po brzegi zapasami na zimę, drewna na opał również miała tyle, że nawet największy mróz nie był straszny, miła, przestronna norka zapewniała jej ochronę przed zimowymi śnieżycami i zawieruchami. Mogła bez obawy czekać na cieplejsze dni.

    Nagle miarowe tykanie ściennego zegara przerwało pukanie do drzwi – najpierw delikatne, potem coraz silniejsze i głośniejsze. Klementynka westchnęła, z niechęcią podniosła się z fotela i podreptała w kierunku drzwi.

 Nie mogła uwierzyć, że ktoś chciałby odwiedzać ją w taką pogodę!

    Nieśmiało, z lekką obawą uchyliła drzwi i ujrzała śniegowego bałwanka, którego wczoraj dzieci ulepiły na polance pod lasem. Ale jakże żałośnie teraz wyglądał – z węgielkowych oczu kapały czarne łzy, zostawiając na śniegu szarobure plamy.

-         Ratuj, Klementynko! – jęknął bałwanek – Zobacz, jak ja wyglądam!

    Dopiero teraz myszka zauważyła, że w miejscu gdzie powinien tkwić nos bałwanka pozostało tylko spore wgłębienie. Myszka chuchnęła w łapki, które zaczęły jej marznąć po wpływem zimnego podmuchu wiatru dochodzącego z zewnątrz.

-         Wybacz, bałwanku, że nie zaproszę Cię do domu, ale w mojej norce jest tak ciepło... Za chwilę,  zamieniłbyś się w wielką kałużę. Poczekaj na mnie. Zaraz wychodzę.

    Naciągnęła na uszy ciepłą, wełnianą czapeczkę, owinęła szyję długim szalikiem w kolorowe paski i wybiegła z norki. Bałwanek wciąż tam był, patrzył z taką nadzieją i błaganiem w swych węgielkowych oczach, że myszce aż serce ścisnęło się z żalu.

- A co właściwie stało się z twoim nosem? – zapytała.

-         Ba - westchnął żałośnie bałwanek – gdybym to ja wiedział. Jeszcze wczoraj  miałem piękny, pomarańczowo-czerwony marchewkowy nos. A kiedy obudziłem się rano – po nosie ani śladu! I co ja teraz pocznę – zaczął biadolić – Co to za bałwan bez nosa?!

    Klementynka poklepała go serdecznie:

-         Nie płacz bałwanku! Mam w spiżarni kilka marchewek. Chętnie podaruję ci jedną na twój nowy nos.

-         Naprawdę?! – ucieszył się bałwanek – Jesteś taka dobra , Klementynko!

     Wkrótce bałwanek wrócił na swoją polanę z nowym, czerwonym nosem.

    Jednak następnego dnia, gdy tylko świt przegonił mroki nocy, do drzwi Klementynki znowu ktoś zapukał.

-         Otwórz, Klementynko, to ja! – usłyszała myszka znajomy głos bałwanka, zanim jeszcze otworzyła drzwi.

    Okazało się, że podarunek myszki – śliczny marchewkowy nos znowu zniknął, przepadł bez wieści!

-         No nie! – rozgniewała się nie na żarty Klementynka – Tak dalej być nie może! Otwieram śledztwo w sprawie kradzieży twojego nosa. Zaprowadź mnie bałwanku na miejsce przestępstwa!

 Bałwanek posłusznie poczłapał w stronę swojej polanki, a za nim drobnymi kroczkami wśród śniegowych zasp podreptała myszka.

-    To właśnie tu – wskazał bałwanek, gdy byli już na miejscu – spałem jak nowo narodzony, a wiatr tak przyjemnie kołysał mnie do snu. Obudziłem się i nie ma nosa...

    Klementynka uważnie rozglądał się dookoła, marszcząc przy tym brwi jak najprawdziwszy detektyw. Obejrzała dokładnie dwie małe sosenki, które ledwie odrosły od ziemi, nieco większy świerczek, okryty śniegiem niczym białą pelerynką, a kiedy zbliżyła się do krzaku jałowca, ten zaczął dziwnie się trząść.

-         Coś mi się tu nie podoba ... – mruknęła, a jałowiec zaczął jeszcze bardziej dygotać i zza krzaczka dobiegło cichutkie: - Oj, ojoj, ojojojoj!

    Klementynka rozsunęła gałązki – ze śnieżnej zaspy sterczały tylko uszy małego zajączka szaraczka, który drżał nie wiadomo dlaczego: ze strachu czy z zimna.

-         Hej, maluchu, co tu robisz?! – krzyknęła Klementynka.

-         Przyznaję się! – zapiszczał zajączek – Przyznaję się do wszystkiego! To ja zjadłem marchewki. Byłem taki głodny, że nie mogłem się powstrzymać. A na dodatek one wyglądały tak apetycznie...

-         - No wiesz! – oburzył się bałwanek – Mój nos miał wyglądać apetycznie?!

Klementynka poruszyła szybko noskiem:

-         Rzeczywiście, bardzo nieprzyjemna sprawa. Nawet głód, zajączku, nie usprawiedliwia twojego postępku. Tak nie można! Powinieneś porozmawiać z bałwankiem,  a najlepiej gdybyś przyszedł do mnie – na pewno nie wypuściłabym cię głodnego!

-         Ale ja...- rozpłakał się zajączek – ja jestem bardzo nieśmiały... i przepraszam...

Klementynce żal się zrobiło biedaka. Pogłaskała go po szarej łepetynce i obiecała, że zaraz wszystkiemu zaradzi. Pobiegła do norki i za chwilę wróciła ze zgrabnym patykiem.

-         Doskonale nadaje się na twój nos, bałwanku – powiedziała – A poza tym nikt go nie będzie chciał zjeść.

Bałwanek nie mógł się nadziwić, że tak mu do twarzy z nowym nosem.

-         Jest o wiele ładniejszy niż tamten !– zachwycał się – Dziękuję ci, Klementynko.

Myszka zaprosiła szaraczka do swej norki. Ugościła go soczystą marchewką i ziarenkami pszenicy.

-         Zamieszkaj ze mną, przynajmniej dopóki jest zima – zaproponowała – Zapasów wystarczy dla nas dwojga. Gdy przyjdzie wiosna, doskonale sam sobie poradzisz i nie będziesz potrzebował mojej pomocy.

Zajączek mieszkał u Klementynki aż do marca. Wieczorami grali w warcaby, albo pili ciepłą, malinową herbatkę. Często odwiedzali bałwanka, który ze swoim nowym nosem wyglądał tak dostojnie, że aż sarenki przychodziły z lasu, aby  go obejrzeć. Nawet  wrony kiwały głowami powtarzając swoje „kra, kra”, które tak naprawdę nie wiadomo co znaczy.

A kiedy nastała wiosna, bałwanek na lodowej krze odpłynął do Krainy Wiecznej Zimy, żegnany ze łzami przez zajączka, myszkę i wiele innych zwierząt. Szaraczek wrócił do lasu, do swoich krewnych. Nie zapominał jednak o swojej przyjaciółce i gdy tylko mógł wpadał do niej na pyszne ciasto rabarbarowe.

smiley

Linki